Sportowa niedziela

13 04 2008

Któż nie pamięta tego gównianego programu w tvp wieczorową porą, gdzie Szaranowicz wraz z ekipą speców w obślizgłych dresach komentowali wydarzenia sportowe minionego tygodnia… Cóż, moja niedziela była sportowa ale ze zgoła innego powodu. Dziś wykonałem coś, co można by opisać jako mikro triatlon. Mikro i dodatkowo w nieco zachwianych proporcjach (10km biegu, 3km roweru i 45 min pływania). Sięgając w głąb pamięci nie pamiętam, kiedy po raz ostatni zmieszałem trzy dziedziny sportu w jeden dzień. Dodatkowo na rowerze byłem pierwszy raz (i tu nie przesadzam, gdyż dysponuje całkiem dokładnymi statystykami) od półtora roku, a na basenie od sześciu miesięcy. Jestem generalnie z siebie bardzo zadowolony, prócz tego, że nadmiar sportu doprowadził mnie do poważnego bólu głowy, a podejrzewam że i jutro nie będę się czuł najlepiej.

Korzystając ze sportowej atmosfery, której jakże sprzyja wiosenna pogoda (czy wam się to zafajdani narciarze podoba, czy nie - jak ktoś niegdyś powiedział) rozpędziłem się i z marszu zapisałem na VI skawiński bieg trzeźwego umysłu. Nie wiem czy to dobry pomysł, gdyż po obejrzeniu zdjęć z poprzednich edycji imprezy zacząłem żałować. Większość uczestników wspomnianego biegu do po prostu dzieciarnia, a z tą nie sposób biegać. Nie jestem tu wielkim mądrym kolesiem, który pozjadał wszystkie rozumy (gadki o gówniarzerni i te sprawy), tylko wiem czym to śmierdzi. Nie dość, że rzeczona gówniarzeria ustawia się na starcie w pierwszej linii niemiłosiernie się rozpychając łokciami, to jeszcze rozpoczyna bieg lecąc około 30km/h, wymiękając na pierwszym zakręcie i jednocześnie tworząc obstrukcję zagrażającą zablokowaniu trasy dla pozostałych. Nie wspominam już o jednoczesnym biegu i rozmowach przez komórkę. Jednak mimo to chyba pobiegnę, zależy od pogody. Bieg nie lada gratka, 10km i wśród uczestników, którzy dobiegną zostanie wylosowany telewizor 32′ LCD i inne nagrody, do tej pory zgłoszonych jest 120 uczestników, więc moje szanse stoją poniżej 1%, ale w sumie liczę, że wygram i dam telewizor mamie Ani, bo jej stary do niczego się nie nadaje. Pierwotnie zamierzałem wziąc udział w rudawskim półmaratonie (początek czerwca), ale niestety wobec decyzji, o których później, nie wezmę. Szkoda bo nawet powziąłem decyzje o całkowitej abstynencji, którą mimo anulowania zamiaru podtrzymam.

Zmieniając nieco temat i odbiegając od tematyki sportowej muszę zaznaczyć, że już nieco kwietnia upłynęło, a żaden nowy wpis się nie pojawił, więc trzeba coś z tym było zrobić. Dodam, że zaczynam ostatnio za dużo rozmyślać z różnych przyczyn, których tu nie wyjawię, bo zrobiłaby się blogowa żenada (sorry, jednak nie udało mi się uniknąć tego słowa).

Co wyjawić mogę to fakt, że jednak nie rozpocznę pracy na lotnisku, tylko przyspieszę mój wyjazd do Anglii i już prawdopodobnie w połowie maja znajdę się w Albionie. Więc jeżeli ktokolwiek z Was ma jakiekolwiek plany sportowe lub inne (na alkoholowe już za późno,) niech się lepiej spieszy. Ja sam mam kilka ciekawych pomysłów na nadchodzące tygodnie, ale kontaktować się konkretnie będę już na komórki, aby uniknąć skoordynowanych blogowych akcji. Albion czeka na mnie z otwartymi ramionami, więc niebawem blog mój przekształci się w blog emigrancki, kupa zabawnych tematów do rozkminy (zapewne większość o naszych współziomkach) gwarantowana. Niestety ominie mnie półmaraton Sheffield (tak nazywa się moja destynacja), który jest imprezą szanowaną w brytyjskim półświatku sportowym i gromadzi rokrocznie około 4000 uczestników. Sheffield half-marathon za 13 dni.

Z ciekawostek. Niestety nie mogę wprowadzić mojego pomysłu, który wprowadził już nihillismo (mimo, że nie wiedział zapewne o moim pomyśle, chyba że czyta mi w snach), prezentowania na blogu ku uciesze gawiedzi dwóch “dziennych” słówek w języku obcym. Ale moje lingwistyczne rozkminy po raz kolejny dostały możliwość zaistnienia na blogu. Dotarłem do ciekawej inicjatywy z portugalskiego bloga, adresu Wam nie dam bo i tak nic nie zrozumiecie. Dziś jakiś koleś wyruszył skuterem w trasę Lisbona - Pekin. Śmiesznie się składa, bo 11 maja będzie w Krakowie. Może napiszę do niego i ustawie na jakieś zwiedzanie miasta, w końcu doświadcze po raz pierwszy w życiu możliwości porozmawiania z kimś po portugalsku, z wyłączeniem mojej nauczycielki i dwóch osób z grupy. Co prawda rozmawiałem niby na Kanarach, ale oni bardziej udawali portugalski mówiąc po hiszpańsku, więc to się nie liczy.

Zaczynam bredzić, koniec przekazu na dzisiaj. Jesli ktoś doczytał do tego punktu i jest nadal zainteresowany, niech da znać, może w przyszłym tygodniu napiszę o katolickiej indoktrynacji na falach TV Puls. Nieźle, może wreszcie zaczepie o tematykę, którą chciałem poruszać zakładając blog :)

Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego tygodnia


Operacje

Informacja

Jedna odpowiedź do “Sportowa niedziela”

13 04 2008
nihillismo (19:13:56) :

Bieganie budzi respekt, ale z tym rowerem to trochę żenada… 3km? Może ci zjadło jakieś zero ;). Martwi mnie brak planów alkoholowych. Biegać z tobą nie pobiegam, bo (żenada) zacząłem palić (koniec żenady). Ale jakąś imprezkę wspólną byśmy jeszcze mimo wszystko mogli odbyć mam nadzieję zanim cię wywieje na te wyspy, psia ich mać. Smutne to, że wszyscy sensowni ludzie gdzieś zmykają na krócej lub dłużej. Ale, jak to mówią, co zrobić.

Dodaj komentarz

Możesz wykorzystać te tagi : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>