The season is officially opened!!!
25 04 2008I stało się to właśnie wczoraj. Wydarzenie niby nic, ale warto to odnotować w elektronicznym pamiętniku, w którym od dawna przestały się pojawiać nowe interesujące posty.
Około godziny 20:00 zapłonęła pierwsza żagiew w grillu usytuowanym w ogrodzie przy mojej kamienicy (tzn tej w której mieszkam). Ogród jest synonimem dobrej zabawy i sielanki w centrum starego miasta od przynajmniej kilku pokoleń. Już mój dziadek z kumplami rozpijali przedwojenne piwo na podwórku między kurami i trzodą, dla której naturalne w owym czasie było środowisko miejskie. Wujek wraz z ojcem organizowali wódczane libacje w najszarszych dniach zamierzchłego ustroju, zaś dziś miejscówka zdominowana jest przeze mnie i mojego brata, a przynajmniej w kwestiach kulturalno-społecznych. Rodzince trzymają się utrzymania ogrodu tylko pod względami estetycznymi. Ogród jest absurdem, oazą wśród brudnego, szarego, nieprzyjaznego miasta i wszystkich jego konsekwencji. Największe świadectwo swej niezwykłej roli jaką pełni, (jakże popularny ostatnio stał się ten zwrot) był czas wizyty ojca świętego Benedykta XVI, kiedy Kraków ogarnęła prohibicja, a religijne śpiewy docierały z każdego zakątka miasta, a ulice zapełniły się bogobojnymi pielgrzymami w kanarkowych strojach. Ogród stał się wówczas miejscem wyjętym z czasu i przestrzeni. Kilkadziesiąt młodych ludzi bawiło się w strumieniach alkoholu, przy głośnej muzyce i krzykach bez najmniejszych oznak bojaźni bożej. Co prawda jak w matrixie nie brakowało złych, próbujących unicestwić nasz mały świat, tym razem w postaci policyjnych agentów w śmigłowcu groźnie krążących nad ogrodem. To była jedna z najwspanialszych imprez, której widziały stare orzechowce. Widok rozświetlonego ogrodu przez pochodnie i małe świeczki rozstawione w trawie powalał równie mocno jak wypity alkohol.
Ogród sam w sobie jest fenomenem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że w centrum Krakowa znajdują się takie ogrmone powierzchnie zielone. Nasz ogród należy do wiekszego kompleksu usytuowanego w kwadracie ulic Karmelickiej, Garbarskiej, Łobzowskiej i Batorego. Nie znam metrażu, w każdym razie teren jest gigantyczny. Nie było jeszcze osoby, na której powierzchnia i układ miejsca nie zrobił piorunującego wrażenia. Układ alejek i klombów jest oryginalny i pochodzi z połowy XIX wieku. Każdego roku jestem świadkiem niezwykłych metamorfoz ogrodu, które zachodzą w ciągu 6 pór roku, w każdej ogród wygląda inaczej, co nie znaczy że zawsze dobrze, ale przełom kwietnia i maja należą do najpiękniejszych.
Never mind dość trucia o historycznych odniesieniach, czas na relacje z wczorajszej nasiadówki. Miała być tylko jedna osoba, ale jak zwykle przez ogród przewinęło się o 1000% więcej osób. Głównym tematem wczorajszej imprezy były plany. Plan na tegoroczny sezon z mojej strony nie jest zbyt bogaty. Planowana jest jedna wielka tradycyjna garden party z nielimitowaną liczbą gości alkoholu itp. oraz, po raz pierwszy w tym sezonie (mam nadzieję, że się uda, trzymam za to wydarzenie kciuki) pokaz filmów. Być może uda się załatwić projektor i rzucić kilka wartościowych filmów na ścianę przylegającego budynku w oficynie sąsiedniej kamienicy. Pokaz naprawdę byłby super. Miałby coś z elitrarnych imprez w angielskim (niemalże wiktoriańskim) stylu. Intelektualna rozmowa, lampka wina, oszałamiająca sceneria i film. Z ciekawostek wczorajszej imprezy dowiedziałem się, że powstaje książka, na którą czekam i za której powstanie trzymam kciuki!
Wracając na ziemię. Kilka ostatnich dni i tygodni przyniosło wiele ciekawych wydarzeń, które sprawiły że naprawdę nie mam prawa narzekać na nudę. Po pierszwe skomentuje wydarzenie, które jest na ustach niemal wszystkich, od rodziny, po przyjaciół. Dostałem wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej, po zasięgnięciu języka wiem że chcą tylko uzupełnić moje papiery, więc nie martwię się już zbytnio. Poza tym obudziłem z niemal dwuletniego snu zimowego mój rower i przejechałem się traską, którą niegdyś miałem w zwyczaju przejeżdżać codziennie, czyli prawie 20 kilometrową pętlę przez dwa kopce, kto wie o co chodzi ten wie…
Wczoraj ponadto coś we mnie się ruszyło, nie wiem czy w dobrą stronę i czy tylko na chwilę, czy to też dłuższa tendencja. Poczułem niezwykły ciąg do prasy. Zakupiłem dwa ogólnodostępne w naszym kraju tygodniki i przeczytałem je od deski do deski. Dziwny fakt jak na to, że przez ostatni rok niemal nie miałem w rękach gazety?
Uwaga! Jutro VI Skawiński Bieg Trzeźwości Umysłu, w którym biorę udział, więc spodziewajcie się postu z relacjami z tego wydarzenia!!! Może nawet zdjęcia! Pozdrawiam
- Ogród wiosną
- Garden party tealights
- JW



Masz błąd w linku do swojego profilu w Panoramio.